Web Errors Dawać dupy – ludzka sprawa

15Apr/100

google.com

Tym razem natknąłem się na ciekawą pomyłkę. Sądzę, że zainteresuje to każdego, kto walczy o miejsce w sieci. Sprawa dotyczy nowej opcji w Google Webmasters Tools. Niektórzy twierdzili, że sprawa tej usługi została dawno przesłdzona i na dzień dzisiejszy (a raczej już wczorajszy) służy jako pewniejszy sposób zgłaszania witryn robotom, niż przez jakiś tam link addurl. Najpierw zaprezentuję nową opcję dla tych którzy nie mają pojęcia o co chodzi.

Google Webmaster Tools

Jak zawsze ślicznie i przejrzyście - od razu widać o co chodzi. Brawo! Posiadacz domeny może teraz dokładnie śledzić kto i po jakich frazach wchodzi do niego na stronę, ówczesną pozycją frazy w wyszukiwarce i opłacalność. Można jednym rzutem oka (lub zrzutem cvs) ocenić postępy i ich opłacalność. Niestety to tylko złudzenie. Niżej omówię jak modyfikować te dane. Właściwie to od dwóch godzin zastanawiam się, czy dobrze robię wspomagając charytatywnie konkurencję. Czasami lepiej zachować takie informacje dla siebie.... ale nie tym razem.

Załóżmy, że rozpaczliwie pozycjonuję weberrors.pl (jak widać po danych nie specjalnie) i chcę tu widzieć na szczycie nie 22 wyświetlenia ale 220 oraz nie 10 wejść z wyszukiwarki tylko 100.

Jest to bardzo łatwe do osiągnięcia a dodatkowo mogę wpaść jeszcze jakieś marne grosze.

To co jest nam potrzebne to CSE czyli Custom Search Engine prosto od google. Mamy takie opcje:

  1. płacimy 100$ za rok i mamy śliczną wyszukiwrkę bez, żadnych reklam
  2. Nie płacimy nic i mam to samo, tylko że z reklamami.
  3. Jeśli jesteśmy w Google Adsense, wstawiamy swoją cse, a ewentualne kliknięcia w reklamy zagubionych użytkowników, wyszukiwarki idzie do naszej kieszeni.

Oczywiście każda z tych opcji jest liczona potrójnie, bo:

  1. Wyniki z wyszukiwarki można zamknąć do domen(y).
  2. Wyniki można osiągnąć wykluczając domenę(-y)
  3. Wyświetlamy tak (prawie ;) ) jak google.com

Następnie należy taką wyszukiwarkę umieścić w pozycjonowanej domenie, namówić parę osób na korzystanie z tej wyszukiwarki zamiast obecnej i vouoala.

Co nam to daje? Okazuje się, że wyniki z takiej wyszukiwarki, są pokazywane, właśnie w takich wynikach jak zaprezentowałem. Dlatego dziwię się google, że udostępnia takie dane w taki sposób.

Na koniec mała uwaga: z jakiej wyszukiwarki nastąpiło przekierowanie widać w Google Analytics, co minimalnie ratuje bezpieczeństwo osób zlecających pozycjonowanie, czy zamawiających kampanie reklamowe. Minimalnie, bo dane z GA muszą być po pierwsze gromadzone rzetelnie a po drugie udost?pnione.

23Feb/100

google.com

Wczoraj zintegrowałem blog z usługą Google Analytics. Dzisiaj spotkałem ciekawy błąd w usłudze Google Analytics. Błąd jest banalny. Cały obszar Rosji, jest kwalifikowany jako Europa Wschodnia.

Google AnalyticsNiestety, ale tylko 40% powierzchni Rosji znajduje się w Europie.

18Feb/100

google.com

Generalnie lubię google. Produkują dużo pozytywów w rozwoju sieci. Niestety dość często nie zauważają wielkiej etykiety "STOP". W rezultacie niektóre projekty wychodzą najdelikatniej mówiąc skrzywione. Jednym z lepszych przykładów jest projekt Google Mashups, który został oficjalnie zamknięty 12 sierpnia 2009. Nie mówię, że rozwiązanie jest złe ogólnie, wiele korporacji wciąż inwestuje w badania nad tą technologią. Trzeba zrozumieć, że mashupy i hasło "every millisecond counts" są niemalże na dwóch przeciwległych biegunach. Ostatecznie można uznać, że mashupy były tylko tymczasowym projektem, dopóki nie powstało sensowniejsze rozwiązanie.

Idąc tropem pięknego hasła, "każda milisekunda się liczy", możemy zauważyć, że google zagalopowało się z kilkoma projektami:

  • iGoogle - gdybym chciał, żeby moja przeglądarka uruchamiała się kilka sekund to używałbym maksymalnie IE7
  • podczas gdy wszyscy pozbywają się tabel na stronach, w rozwijanym projekcie Google Web Toolkit chyba tylko jeden panel (AbsolutePanel) nie bazuje na tabelach. Moje zdumienie jest tym większe, że GWT jest promowane na przyszłość internetu.
  • i18n i geolokalizacja - z wielu powodów mam system operacyjny oraz ustawienia wszelkich programów, projektów i aplikacji internetowych w języku angielskim. Całkiem możliwe, że google miałbym po polsku, chociażby z ciekawości jak tłumaczą pewne zwroty. Niestety tylko wersja en-US jest rozbudowana maksymalnie, a inne może kiedyś doczekają się aktualizacji. Wracając do internacjonalizacji: ile razy trzeba przestawiał ustawienia na en-US, żeby się w końcu permanentnie zapisało? I wcale nie trzeba chodzić po różnych serwisach, czasami wystarczy zadać kilka pytań, żeby google.com stało się google.pl.
  • podczas gdy my zwykli użytkownicy musimy zabezpieczać przed translatorem albo całą stronę kodem: <meta name="google" value="notranslate">, lub poszczególne części poprzez <span class="notranslate">, Google na swoich stronach nie dość, że nie zwraca uwagi na to co może się tłumaczyć a co nie, to nie stosuje, wspomnianych przeze mnie odnośników. A to dopiero początek ;) Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Google podczas otwierania strony narzuca nam język poprzez swoją cudowną geolokalizację. (Dobra, w 90% wywołań cudem wczytają nam się ustawienia konta.) Nie byłoby w tym nic złego, gdyby uruchamiające się skrypty na tych stronach też nie obsługiwały internacjonalizacji ;) Oto rezultat, na przykładzie strony profilu konta:

podwójne ustawienia locale?

Nie wczytanie się ustawień języka angielskiego powoduje, że nie zawsze od razu biegnę i sprawdzam ustawienia. Czasami dopisuję do urla parametr locale=en i wymuszam ustawienia en/i18n. Dzisiaj jakimś cudem header i footer serwisu zostały po polsku... nasza cudowna geolokalizacja.... cała reszta jak chciałem locale=en. Mały rzut okiem na kod:

i18n kod źródłowy strony

Streszczenie dla laików:
  • linia 28: zakończenie headera
  • linia 29: wczytanie widgetu odpowiadającego za wizualizację i zmiany naszych danych i ustawień profilu
  • linia 30: początek footera
  • ...
  • linia 41: utworzenie obiektu iframe, żeby skrypt GWT miał gdzie osadzić swoją historię

Podsumowując, można chyba tylko stwierdzić, że ktoś nie dopilnował standardów. Szkoda, że wszędzie muszę wstawiać geolokalizację. Wystarczyłoby zastosować geolokalizację do obiektów reklam i ewentualnie na życzenie użytkownika do wyszukiwarki. Wartości tych zmiennych zapisać w sesji i byłoby szybciej i bezboleśnie.

   

Optimized by SEO Ultimate